Mam 43 lata, mieszkam w Poznaniu i od paru dni próbuję zrozumieć temat kredyt indeksowany a denominowany. Kredyt mieszkaniowy brałem w 2008 roku, wypłacono mi około 286 000 zł, ale w umowie przewijają się franki, tabela kursowa i przeliczenia, których po tylu latach już kompletnie nie pamiętam. Zostało mi jeszcze sporo do spłaty i dopiero teraz zacząłem czytać umowę od początku.
Najbardziej boję się, że mam akurat taki rodzaj umowy, z którym nic nie da się zrobić. W jednym paragrafie jest kwota w złotych, w innym saldo w CHF, a do tego kurs kupna przy uruchomieniu i kurs sprzedaży przy ratach. Im więcej czytam o różnicy między kredytem denominowanym a indeksowanym, tym bardziej się gubię. Nie chcę sobie wmówić, że mam dobre podstawy do sprawy, jeśli w rzeczywistości ich nie ma.
Jak najprościej sprawdzić, jaki typ kredytu mam? Czy sam fakt, że są dwie różne tabele kursowe, ma znaczenie? I czy rodzaj kredytu przesądza w ogóle o szansach w sądzie, czy trzeba patrzeć na konkretne zapisy umowy?
U mnie punktem wyjścia był paragraf zatytułowany „kwota kredytu”. Miałam wpisane złotówki, a dalej zapis, że zadłużenie będzie indeksowane do CHF. Prawnik powiedział mi wtedy, że to klasyczny kierunek dla kredytu indeksowanego. Samo pojawienie się franków w harmonogramie jeszcze niewiele wyjaśnia.
Te kursy też mnie kiedyś myliły. Najprościej rozrysować sobie na kartce: jaka kwota widnieje w umowie, w jakiej walucie faktycznie dostałeś pieniądze i co bank przeliczał przy wypłacie oraz spłacie.
Czym różni się kredyt indeksowany od denominowanego? Czy dobrze rozumiem, że przy indeksowanym po prostu pożyczasz złotówki, a frank jest takim „licznikiem”, a przy denominowanym bank wpisuje od początku kwotę w CHF?
Jestem prawnikiem KONTRA DŁUG. Najprostsze rozróżnienie jest rzeczywiście takie: w kredycie indeksowanym kwotę kredytu określano w złotych, a następnie przeliczano ją na CHF według mechanizmu z umowy. W kredycie denominowanym kwota była określona w CHF, natomiast środki zwykle wypłacano w złotych po przeliczeniu. W obu konstrukcjach trzeba potem sprawdzić dokładny mechanizm kursowy, a nie tylko nazwę produktu.
Pawle, zwróć uwagę na trzy miejsca: paragraf z kwotą kredytu, zasady uruchomienia oraz paragraf o spłacie rat. Jeżeli w pierwszym masz konkretną kwotę w PLN i zapis o indeksacji do CHF, jest to mocny sygnał, że chodzi o kredyt indeksowany. Jeżeli kwota główna jest podana w CHF, a bank dopiero przeliczał ją na PLN przy wypłacie, mamy konstrukcję denominowaną. Sama etykieta w nagłówku umowy nie zawsze wystarcza.
To nie jest jeszcze odpowiedź na pytanie o wynik ewentualnego sporu. Ocena wymaga analizy konkretnych postanowień, sposobu ustalania kursów, informacji o ryzyku i okoliczności zawarcia umowy.
Dodałabym jeszcze, żeby nie przywiązywać się przesadnie do słów „kupno” i „sprzedaż” bez przeczytania, do jakiej czynności dany kurs był używany. W starszych umowach człowiek widzi tabelę i automatycznie zakłada, że rozumie mechanizm, a potem wychodzi, że przy wypłacie zastosowano jeden kurs, a przy racie inny.
Najlepiej zaznaczyć sobie markerem wszystkie fragmenty z CHF, „tabelą kursów”, „kursem kupna”, „kursem sprzedaży” i „salda zadłużenia”. Dopiero wtedy widać cały schemat.
Jak sprawdzić, jaki rodzaj kredytu mam w umowie? Pytam, bo u mnie na pierwszej stronie jest „kredyt hipoteczny denominowany”, ale dalej mam wpisaną kwotę także w złotych i już sam nie wiem, czemu wierzyć.
Przeczytaj przede wszystkim paragraf o kwocie kredytu, nie sam tytuł na okładce. Jeśli kwota jest w złotych i obok masz zapis, że podlega indeksacji do CHF, to wygląda na kredyt indeksowany. Jeżeli zasadnicza kwota jest określona w walucie obcej, a wypłata następowała w złotych po przeliczeniu, to mówimy o kredycie denominowanym.
Ja dopiero po analizie całej umowy zauważyłam, że informacje z tabelki na pierwszej stronie nie oddawały całego mechanizmu. Przy niejasności serio warto dać dokument komuś, kto analizuje takie umowy.
Ja miałem odwrotny lęk niż autor. Byłem przekonany, że skoro umowa jest denominowana, to „frankowicze z internetu” mówią nie o moim przypadku. Dopiero później zrozumiałem, że rodzaj konstrukcji to jedno, a ocena zapisów o kursach to drugie.
Nie zakładałbym więc z góry ani że masz świetną sprawę, ani że umowa się nie nadaje. Samo słowo „denominowany” albo „indeksowany” nie daje wyniku.
Porządkując dyskusję: nie oceniajmy konkretnej umowy wyłącznie po nazwie kredytu. Znaczenie ma pełna treść kontraktu, regulaminów i dokumentów przekazanych klientowi przed zawarciem umowy. Przy sporach konsumenckich punktem odniesienia są przepisy dotyczące niedozwolonych postanowień umownych oraz ochrona konsumenta.
Teksty ustaw można sprawdzać w oficjalnym Internetowym Systemie Aktów Prawnych: isap.sejm.gov.pl. Nie wrzucajcie tutaj pełnych skanów umów z danymi osobowymi, numerami rachunków ani podpisami.
Mam pytanie o kurs kupna i sprzedaży. Czy dobrze rozumiem, że jeżeli bank przeliczył wypłatę po kursie kupna CHF, a ratę po kursie sprzedaży CHF, to właśnie na tej różnicy kursowej polegał problem?
Nie pytam o ocenę mojego banku, tylko o sam mechanizm, bo w umowie mam dwie różne definicje i nie mogę złapać, kto właściwie co „kupował” i „sprzedawał”.
W dużym uproszczeniu tak wyglądał częsty schemat: przy uruchomieniu kredytu jedna wartość z tabeli służyła do przeliczenia, a przy spłacie druga. Ale nie sprowadzałbym całej kwestii do samego spreadu między kupnem i sprzedażą.
W analizie ważniejsze jest pytanie, według jakich zasad bank ustalał kurs używany do obliczenia salda i rat oraz czy konsument mógł z umowy zrozumieć konsekwencje tego mechanizmu. Dlatego warto czytać definicję tabeli razem z paragrafami o wypłacie i spłacie.
Mój kredyt był wypłacany w transzach podczas budowy domu. Każda transza była przeliczana osobno i przez to jeszcze trudniej było mi ustalić, co właściwie widzę w historii. Jeśli ktoś ma podobnie, niech nie patrzy tylko na jedną wypłatę, bo mechanizm może być opisany ogólnie w umowie, a zastosowany kilka razy.
U mnie bardzo pomogło zestawienie: data transzy, kwota PLN, kurs użyty przez bank, saldo po przeliczeniu. Dopiero wtedy przestałam mieszać kredyt denominowany a indeksowany.
Czy kredyt denominowany też można unieważnić? Spotkałem się ze stwierdzeniem, że większość korzystnych spraw dotyczyła tylko indeksowanych i denominowany ma zupełnie inną sytuację.
Sam fakt, że kredyt jest denominowany, nie wyklucza podważania umowy. W takich sprawach też analizuje się klauzule kursowe, zakres swobody banku przy ustalaniu kursu oraz to, jak klient został poinformowany o ryzyku. Nie ma zasady „indeksowany można, denominowanego nie można”.
Ale uważałabym ze stwierdzeniem, że każdą umowę da się unieważnić. To zależy od jej treści i od tego, jak została zawarta. Dwie umowy z tego samego okresu potrafią mieć różne zapisy.
Ja bym jeszcze sprawdził, czy masz aneksy. U mnie pierwotna umowa mówiła jedno, a kilka lat później podpisałem aneks o spłacie bezpośrednio w walucie. Początkowo myślałem, że aneks „naprawił” wszystko i zamknął temat, ale podczas analizy powiedziano mi, że trzeba patrzeć na cały przebieg umowy, a nie tylko ostatni dokument.
Nie wyciągam z tego żadnego wniosku dla twojej sprawy, tylko przypominam, żeby zebrać komplet papierów.
Paweł, pisałeś o „szansach w sądzie”. Moim zdaniem to najgorsze pytanie do zadawania na forum w procentach. Ludzie mają podobnie brzmiące kredyty, ale inne wzorce umów, inne załączniki, inne informacje od doradców.
Na forum można ogarnąć mechanizm i nauczyć się, o co pytać. Dopiero analiza dokumentów daje sensowniejszy obraz ryzyka.
Czy kredyt w euro można podważyć podobnie jak frankowy? Mój brat ma starą umowę powiązaną z EUR, konstrukcyjnie wygląda bardzo podobnie do tego, co opisujecie przy CHF, ale prawie wszystkie dyskusje w sieci dotyczą franków.
Tak, sam problem klauzul dotyczących kursu nie jest ograniczony wyłącznie do CHF. Jeżeli kredyt był indeksowany albo denominowany do euro lub innej waluty i występuje podobny mechanizm ustalania kursów, analizuje się go według zbliżonych zasad.
Spraw dotyczących EUR jest po prostu mniej, dlatego trudniej znaleźć doświadczenia innych osób. Nadal jednak trzeba badać konkretną umowę, a nie automatycznie przenosić wnioski ze spraw frankowych.
Moja rada dla autora: zamów historię spłat i zaświadczenie z banku, jeśli nie masz starych dokumentów. Sama umowa mówi, jaki był mechanizm, ale historia pomaga zobaczyć, jak wyglądał on w praktyce. U mnie dopiero zestawienie wypłaconego kapitału, rat i waluty salda sprawiło, że kredyt indeksowany przestał być abstrakcją.
Ja miałam jeszcze dokument nazwany „oświadczenie o ryzyku walutowym”. Warto go znaleźć, bo podczas rozmowy z prawnikiem dostałam sporo pytań o to, co rzeczywiście tłumaczono mi przed podpisaniem umowy, a nie tylko o same tabelki z kursami.
Po latach pamięć jest zawodna, więc dobrze mieć komplet: umowę, regulamin, aneksy, harmonogramy, zaświadczenia i dokumenty z etapu zawierania kredytu.
Dla mnie najważniejsza lekcja była taka, żeby nie szukać jednej „magicznej klauzuli”. W internetowych dyskusjach czasem ktoś wkleja jedno zdanie i pisze, że wszystko jasne. Tymczasem znaczenie ma to, jak poszczególne postanowienia działają razem.
Nawet przy podobnych umowach ktoś może mieć inny regulamin albo inne załączniki. Dlatego pytanie „kredyt indeksowany a denominowany” jest dobrym początkiem, ale dopiero początkiem.
Wracając do pytania autora o dalsze kroki: przed podjęciem decyzji warto zrobić analizę dokumentów bez zakładania z góry, że dany typ kredytu oznacza określony wynik. Przy kredycie indeksowanym i denominowanym sprawdzamy m.in. sposób określenia kwoty, mechanizm przeliczeń, zasady tworzenia kursu, informacje o ryzyku oraz późniejsze aneksy.
W KONTRA DŁUG możemy przeprowadzić bezpłatną konsultację online i uporządkować dokumenty: analizujemy zadłużenia i raport BIK, pomagamy w negocjacjach i restrukturyzacji z wierzycielami oraz przygotowujemy dokumenty takie jak sprzeciw, zarzuty, skarga czy wniosek o upadłość konsumencką, które klient składa sam. Obsługujemy osoby z całej Polski online. Kontakt jest przez kontradlug.pl. W przypadku kredytu walutowego pierwszym celem konsultacji jest ustalenie, co faktycznie wynika z umowy i jakie są możliwe dalsze warianty, bez obiecywania wyniku sporu.
Dodam coś z perspektywy zwykłego kredytobiorcy: nie bój się, że wyjdziesz na kogoś, kto „nie rozumie własnej umowy”. Ja przez kilkanaście lat regularnie płaciłam raty i też nie potrafiłam wyjaśnić różnicy między saldem w CHF a kwotą wypłaconą w PLN.
Dopiero gdy ktoś rozłożył mi dokument na etapy, wszystko stało się logiczne. Przy takich umowach naprawdę łatwo pomylić nazwę produktu, walutę wypłaty i walutę, do której odnosiło się saldo.
Wracam po paru miesiącach, bo może komuś przyda się finał. Zebrałem umowę, regulamin, aneksy i historię spłat. Po przejrzeniu dokumentów okazało się, że mój kredyt jest indeksowany: kwota w umowie została określona w PLN, a potem saldo było przeliczane do CHF. Wcześniej sugerowałem się głównie tym, że na wielu dokumentach widziałem franki i stąd całe zamieszanie.
Najważniejsze dla mnie było zrozumienie, że różnica kredyt indeksowany a denominowany nie odpowiada automatycznie na pytanie, czy warto podejmować dalsze kroki. Mam już analizę zapisów, wiem też, które punkty wymagają dokładniejszej oceny. Na razie niczego nie zakładam i nie liczę „szans” na podstawie historii innych osób, tylko porządkuję dokumenty i dalszą strategię.
Dzięki wszystkim za rzeczowe odpowiedzi. Najbardziej pomogła mi rada, żeby zacząć od kwoty kredytu, sposobu wypłaty i zasad spłaty, zamiast od samej nazwy produktu.