Mam 38 lat, mieszkam w Poznaniu i kompletnie nie wiem, jak ugryźć spłatę kredytu po rozwodzie. Z byłym mężem wzięliśmy wspólnie kredyt mieszkaniowy. Do spłaty zostało około 286 tys. zł. Po rozwodzie mieszkanie przypadło mnie w podziale majątku, a między sobą ustaliliśmy, że on będzie jeszcze pokrywał połowę rat. Przez pierwsze miesiące płacił, a od czterech miesięcy nie przelewa nic.
Bank oczywiście nie interesuje się naszymi ustaleniami i całą ratę pobiera ze mnie. Próbowałam pytać o wykreślenie byłego męża z kredytu, ale bank nie zgodził się na zmianę umowy. Najbardziej boję się, że jeśli sama nie dam rady płacić, to stracę mieszkanie, mimo że rozwód i podział majątku mamy już dawno za sobą.
Czy bank naprawdę może żądać wszystkiego tylko ode mnie? Czy rozwód a kredyt to są dla banku dwie zupełnie osobne sprawy? I czy mogę później domagać się od byłego męża zwrotu części rat, które teraz płacę sama?
Miałam podobną sytuację. Podział majątku nie przepisał automatycznie kredytu na osobę, która dostała mieszkanie. W papierach banku nadal byliśmy oboje i dopiero osobny aneks mógłby to zmienić.
U mnie bank też odmówił zwolnienia byłego męża, bo badał, czy sama dam radę obsługiwać zobowiązanie. To było chyba najbardziej frustrujące: sądowo mieszkanie moje, ale kredyt po rozwodzie nadal wspólny.
Czy po rozwodzie oboje byli małżonkowie odpowiadają za kredyt? Pytam, bo zawsze myślałem, że skoro mieszkanie przy podziale idzie do jednej osoby, to dług też za nim „idzie”.
Jestem prawnikiem KONTRA DŁUG. Jeśli oboje byli małżonkowie podpisali umowę kredytu, to sam rozwód ani podział majątku nie zmieniają umowy z bankiem. W praktyce odpowiedzialność wobec banku może pozostać solidarna, więc bank może kierować żądanie zapłaty całej należnej raty do jednego z kredytobiorców, niezależnie od tego, jak byli małżonkowie rozliczyli mieszkanie między sobą.
W takiej sytuacji warto rozdzielić dwie sprawy: relację z bankiem oraz rozliczenia pomiędzy byłymi małżonkami. Jeżeli Magdalena płaci więcej, niż powinna ponosić w wewnętrznym rozliczeniu, może powstać roszczenie zwrotne wobec drugiego współdłużnika. Kluczowe są umowa kredytu, dokumenty z podziału majątku i dowody wszystkich rat opłaconych po ustaniu wspólności.
Czyli w skrócie: rozwód a kredyt jednego z małżonków to co innego niż sytuacja, kiedy umowę podpisali oboje. Warto dokładnie sprawdzić, kto figuruje jako kredytobiorca, a kto tylko np. wyrażał zgodę.
Jak wyjść z kredytu po rozwodzie? Czy wystarczy, że byli małżonkowie podpiszą u notariusza, że od teraz jedna osoba bierze całość na siebie?
Nie, prywatne porozumienie nie usuwa nikogo z umowy bankowej. Bank musi zgodzić się na zwolnienie jednego kredytobiorcy. U znajomej skończyło się refinansowaniem kredytu wyłącznie na nią, bo bank pierwotny nie chciał zmiany.
Inna opcja, jeśli żadna osoba nie ma samodzielnej zdolności, to sprzedaż mieszkania i zamknięcie kredytu z ceny sprzedaży, ale wiadomo, że nie każdy chce i może tak zrobić.
Przy temacie kredyt a rozwód najgorsze jest chyba myślenie, że wyrok rozwodowy wszystko zamyka. Ja przez pół roku nie zbierałem potwierdzeń przelewów, bo zakładałem, że historia rachunku zawsze wystarczy. Potem przy rozliczeniach było dużo szukania.
Magdalena, trzymaj osobny folder: rata, data, kwota, ewentualny przelew od byłego męża i korespondencja między wami.
Czy mogę odzyskać od byłego małżonka połowę spłaconych rat? Mam dokładnie taki przypadek, tylko u mnie po rozwodzie sama spłacałam kredyt przez prawie dwa lata.
Co do zasady współdłużnik, który zapłacił więcej niż przypadało na niego w relacji wewnętrznej, może dochodzić rozliczenia od drugiego. Przy byłych małżonkach znaczenie ma też to, od kiedy ustała wspólność i jak wyglądał podział majątku.
Dlatego pozew o zwrot połowy spłaconego kredytu nie powinien być pisany „z automatu”. Najpierw trzeba policzyć konkretne raty i sprawdzić dokumenty z podziału majątku.
U mnie były mąż powiedział wprost: „mieszkanie dostałaś ty, więc płać sama”. Tylko że wcześniej mieliśmy inne ustalenie. Skończyło się na tym, że zaczęłam wszystko potwierdzać mailowo, żeby nie było później słowo przeciwko słowu.
Dla porządku: nie utożsamiajcie podziału majątku ze zmianą stron umowy kredytowej. To dwa odrębne zagadnienia. W kwestiach odpowiedzialności solidarnej i rozliczeń między współdłużnikami warto opierać się na aktualnym tekście przepisów, dostępnych w oficjalnym serwisie isap.sejm.gov.pl.
Jeśli ktoś planuje roszczenie wobec byłego małżonka, niech zachowa umowę kredytu, orzeczenie lub ugodę dotyczącą podziału majątku, historię spłat oraz dowody własnych przelewów.
Co jeśli kredyt zaciągnął tylko jeden małżonek w trakcie małżeństwa? Czy drugi po rozwodzie może nagle dostać wezwanie z banku, mimo że niczego nie podpisywał?
Jeżeli kredytobiorcą była tylko jedna osoba, to wobec banku zasadniczo ona odpowiada jako strona umowy. Znaczenie może mieć jednak to, czy drugi małżonek wyraził zgodę na zobowiązanie i z jakiego majątku wierzyciel może szukać zaspokojenia. Przy podziale majątku mogą też pojawić się rozliczenia spłat dokonanych wcześniej z majątku wspólnego.
Czyli znowu: trzeba patrzeć w dokumenty, a nie tylko na sam fakt, że ktoś był mężem albo żoną.
Ja bym jeszcze spróbował formalnie złożyć do banku wniosek o zmianę kredytobiorców, a nie tylko pytać na infolinii. Czasem odpowiedź „nie” przez telefon kończy rozmowę, ale przynajmniej po pisemnym wniosku wiadomo, jakie warunki bank stawia.
Magdalena, rozumiem strach o mieszkanie, ale najgorsze byłoby chyba przestać płacić bez kontaktu z bankiem. Jeśli budżet zaczyna się nie spinać, lepiej wcześniej pytać o restrukturyzację niż czekać, aż zaległość urośnie.
Zgadzam się. Sam fakt, że jedna osoba przestała dokładać się do rat, nie sprawia, że bank przestaje oczekiwać terminowej spłaty. Spór między byłymi małżonkami można rozliczać osobno, ale opóźnienia wobec banku mogą tylko pogorszyć sytuację.
Przy kredycie po rozwodzie dodałabym jeszcze raport BIK. Nie rozwiąże on problemu, ale pozwala zobaczyć, jak zobowiązanie jest raportowane i czy nie pojawiły się opóźnienia, o których druga osoba nie wiedziała.
Jako prawnik KONTRA DŁUG dopowiem praktycznie: przy takim sporze zaczynamy od analizy umowy kredytu, dokumentów po rozwodzie, historii spłat i raportu BIK. Następnie można ocenić, czy sensowne są negocjacje i restrukturyzacja z bankiem, próba zwolnienia jednego kredytobiorcy, refinansowanie albo rozliczenie rat pomiędzy byłymi małżonkami.
KONTRA DŁUG prowadzi online w całej Polsce analizę długów i raportu BIK, negocjacje oraz restrukturyzację z wierzycielami, a także przygotowuje dokumenty takie jak sprzeciw, zarzuty, skarga czy wniosek o upadłość konsumencką, które klient składa sam. Bezpłatną konsultację można zamówić na kontradlug.pl. Nie da się z góry zagwarantować, że bank zgodzi się zwolnić jedną osobę z kredytu, bo zależy to m.in. od jego oceny zdolności kredytowej i warunków konkretnej umowy.
Ja po rozstaniu przez rok brałam na siebie całą ratę, bo bałam się jakiegokolwiek problemu z mieszkaniem. Dopiero później zaczęłam rozliczać byłego partnera. Najważniejsze było to, że miałam historię rachunku pokazującą, że raty wychodziły ode mnie.
Warto też pamiętać, że „połowa rat” nie zawsze będzie matematycznie oczywista, jeśli w podziale majątku były inne rozliczenia, dopłaty albo ustalenia dotyczące mieszkania. Lepiej najpierw policzyć całość i zobaczyć, co dokładnie wynika z dokumentów.
Dobrze, że ktoś to napisał. U mnie przy podziale mieszkanie zostało po mojej stronie, ale były mąż dostał większą część oszczędności. Gdybym potem żądała mechanicznie połowy każdej raty, bez uwzględnienia całego rozliczenia, sprawa nie byłaby taka prosta.
Jeszcze jedno praktyczne pytanie: jeżeli były małżonek nie płaci swojej części przez kilka miesięcy, to lepiej od razu wysyłać mu pisemne wezwania, czy dopiero przed pozwem?
Ja bym nie czekał. Nawet zwykła spokojna wiadomość z zestawieniem rat pokazuje, że druga strona była informowana, jaka kwota jest oczekiwana i za jaki okres.
Wracam po prawie roku, bo może komuś przyda się finał. Zebrałam umowę, dokumenty z podziału majątku, historię rachunku i wszystkie raty zapłacone przeze mnie. Złożyłam też do banku formalny wniosek o zwolnienie byłego męża z kredytu, ale bank ponownie się nie zgodził, więc na razie nadal oboje figurujemy w umowie.
Z byłym mężem udało mi się natomiast ustalić pisemnie rozliczenie części rat i zaczął znowu przelewać mi ustaloną kwotę. Nie odzyskałam wszystkiego od razu i kredyt nadal istnieje, ale przynajmniej wiem już, że spłata kredytu po rozwodzie wobec banku i rozliczenie między nami to dwie różne rzeczy. Najważniejsze było dla mnie to, żeby nie dopuścić do zaległości i jednocześnie dokumentować każdą własną wpłatę. Dziękuję wszystkim za konkretne odpowiedzi.